Nic bardziej mylnego. Też byłam. Dawno i nie prawda.
Ileż razy słyszałam: „Życie weryfikuje marzenia”. Plany? Owszem, ale marzenia? One są czymś większym, ważniejszym, transcendentalnym. I co, zweryfikowało? Dawno i jeszcze większa nie prawda.
To co „weryfikuje” nasze marzenia to ludzie. Dzięki wielu z nich nasze marzenia staną się możliwe. Lecz o ileż częściej zgorzkniałe: „Ha, ha, marzenie…!” sprawia, że przestajemy w coś dla nas ważnego wierzyć. Tak, „życie sprowadzi nas na ziemię”, jeśli pozwolimy się tam sprowadzić ludziom, podcinającym skrzydła. Ot cała tajemnica „weryfikacji”.
Nie ograniczałam swoich marzeń. Pozwalałam im sięgać nieboskłonu, być dzikimi, nierealnymi, szalonymi i zupełnie nieprawdopodobnymi. Bez prawa bytu.
Lecz właśnie te strzeliste marzenia ciągnęły za sobą gwiezdny pył, który z czasem zasklepiał się i kamieniał tworząc cegiełki. Kamienie, z których dawało się zbudować kolejne małe, średnie i duże marzenia. Kamienne schody sięgały wyżej i wyżej.
Gdy studiowałam w Lublinie, pewnego dnia odkryłam, że przy Starym Mieście jest uliczka na której stoi kamienica, a na jej ścianie widnieje mural – cytat:
„Trzeba mieć marzenia aż do gwiazd. Wtedy te mniejsze się spełniają.”
To było dokładnie to!

Wkrótce, gdy się za siebie obejrzałam, okazało się, że zaczęły się zdarzać rzeczy, o których jeszcze parę lat temu nawet nie śmiałam marzyć, bo otóż właśnie była to kwestia… śmiałości! :D Gdybym nie miała odwagi wierzyć w pozornie rzeczy nieosiągalne, nie miałabym motywacji spełnić nawet tego, co było w zasięgu ręki.
Za każdym razem, gdy przypomnę sobie ten mural, zadziwia mnie jakie to proste, oczywiste i trudne za razem. By sięgnąć gwiazd potrzeba tylko i aż odwagi i wiary w swoje marzenia i w siebie. Tak niewiele, a tak dużo. Wszystko zależy od nas, bo nie można tego "gwiezdnego pyłu" na budulec wziąć skąd inąd jak ze swojego wnętrza :)
Czasem te schody prosto w kosmos stoją latami nieużywane, czasem rosną w zastraszającym tempie.
W tym roku moje urosły o milę i sięgnęły największego dotąd marzenia - domku na wzgórzu, gdzie pasą się moje konie. I tak kończąc dzisiaj swoje 28 urodziny świętuję je "na swoim", naprawdę swoim! Chociaż terminarz szalonych marzeń przewidywał, że: "No, kiedyś, po trzydziestce, jak się ustatkujem trochu, to się kupi działkę ziemi...", zdarzyło się to wcześniej, bo widocznie tak właśnie miało być :)
Na domiar złego wszechświat sprzyja szaleńcom i pomaga spełniać największe pragnienia. Widzicie, bo te gwiezdne pyły to podejrzana sprawa... Nie udałoby się gdyby nie moje dawne, stuknięte, nieosiągalne marzenia XD.
Więc marzę dalej, sięgając daleko, daleko w gwiazdy, i idę w ich kierunku, z niecierpliwością czekając, dokąd mnie zaprowadzą.
Komentarze
Prześlij komentarz